no matko miesiac minal. no!? kurka.
a ja ostatnio “awansowalam” na… morderce. dokladnie wczoraj. cholercia ale po kiego czorta wlazlo pod kola????
czemu nie ucieklo?? mnie zycie mile wiec nic durnego nie zrobilam, ani nie skrecilam w prawo, coby zostac rabnieta (choc w sumie w jakimstam stopniu rabnieta jestem nie od dzis tak? :/ ) przez samochod jadacy w tym samym kierunku co ja, ani w lewo (coby dostac od samochodow jadacych w przeciwnym kierunku). nie wyhamowalam, coby dostac w doopsko od samochodu jadacego za mna. wiec kurna normalnie ubilam ptaszysko… nie zeby jakies wdzieczne piekne itd… ale spore za to. mewa. lub cos mewopodobne. jakis idiota wyrzucil jedzenie na srodku jezdni, lub tez durne mewy przywlokly zarcie same? (moze lecialy z zarciem i im spadlo? nie wiem). trzy sztuki byly, dwie potrafily odleciec to co z ta trzecia? balam sie popatrzec we wsteczne lusterko… zerknelam tylko ale jak zobaczylam piorka ptasie to mi sie cos zrobilo… pfff. kurka. no morderca i tyle…
co do calej reszty to nie chce mi sie pisac. bo i nie ma o czym. jest zle i cudownie za jednym zamachem, czy to mozliwe???
ech…
nawet ten okrzyczany supermoon mnie oszukal… spodziewalam sie wielkiej pomaranczowej pilki… a tu co? no dobra, moze ciut wiekszy niz normalnie, ale bez szalenstwa. no jasniejszy na pewno. ale … ech. pff. o. po czasie dowiedzialam sie ze pomaranczowa ogromna pilka to jest harvest moon. i wystepuje czasem jesienia. pfff!

… cale szczescie ze istnieja takie miejsca, w ktorych zawsze jest pieknie…





